Copyright 2015 Tomasz Wyrwas. All rights reserved

Miyajima

Opublikowano: środa, 13, lipiec 2011

IMG_3686

W środę postanowiliśmy wyjechać poza Kyoto. JRPass wykupiony więc, Shinkansenem ruszyliśmy na zachód. Skusiła nas Hiroshima (wiadomo dlaczego, każdy wie co tu się wydarzyło 66 lat temu) oraz wyspa Miyajima, gdzie znajduje się trzeci z najbardziej malowniczych widoków Japonii (dwa pierwsze to widok mierzei Amanohashidate i zatoki Matsushima - nie mamy tego w planach). Podróż wydawała się dość skomplikowana, bo najpierw przesiadka w Shin-Osace (14min), później bezpośredni pociąg do Hiroshimy(1:29h), następnie koleją do Mijajima-Guci (26min), na nogach 3 min do przystani promowej, a stąd 10 minut promem na wyspę, ale nie było tak źle. Podaję czas, bo oczywiście to wszystko mają dokładnie policzone i teraz, dzień po podróży mogę to wszystko dokładnie opisać. W naszym wspaniałym kraju to wyprawa w jedną stronę na cały dzień, nie mówiąc o zwiedzaniu….

Wyspa Miyajima, i ten wspaniały widok który znalazł się na podium japońskich widoczków, to tak naprawdę brama Tori, która znajduje się (jak wszystkie bramy Tori) przed świątynią, w tym przypadku przed całą wyspą. Najważniejsze tutaj jest ten fakt, że brama stoi w wodzie, więc cała wyspa jest traktowana jak świątynia. W konsekwencji na wyspie nie ma porodówek, ani cmentarzy, gdyż nikt nie może urodzić się ani umrzeć na Miyajimie. Zabronione jest też ścinanie drzew, dlatego wyspa porośnięta jest dziewiczym lasem. Jak widać na zdjęciach, spotkać można oswojone jelenie, które swobodnie przechadzają się po wyspie, zachodząc czasem nawet do sklepów.

Brama Tori, nie wiem jak tam wyszło na zdjęciach i czy każdy mógłby określić dokładnie kolor, ale jest cynobrowa. Nawet Księżniczka powiedziała, że czerwona, a powszechnie wiadome jest, że kobiety rozróżniają więcej kolorów. W tym byliśmy zgodni. Trafiliśmy na odpływ i można wtedy podejść do samej bramy. My nie chcieliśmy, jako znani malkontenci, brudzić sobie nóżek, i po skwitowaniu że dodatkowo śmierdzi rybą udaliśmy się do świątyni.

Shintonistyczna świątynia Itsukushima wzniesiona w 593 roku, stoi na palach w zatoce, a część jej pomostu jest najstarszą w Japonii sceną teatru no. W czasie odpływu (już pisałem o zapachu) można poobserwować malutkie (wiadomo - japońskie) kraby, korzystające z braku wody i wzbudzające zainteresowanie nie tylko u gości z Polando. Poproszony zostałem o zrobienia zdjęcia parze Japończyków i w ramach podziękowania, również nam wykonano fotkę.

Przed promem na wyspę przeczytałem ulotkę buddyjskiej świątyni Daisho-In, która tak naprawdę była dla nas wydarzeniem, większym od cynobrowej bramy Torii. Nawet w Indiach, kolebce buddyzmu, nie widzieliśmy czegoś takiego. Mnogość wszelkiego rodzaju posążków zrobił na nas ogromne wrażenie. Ja rzuciłem się w wir dokumentowania wszystkich posążków, a Aga dorwała się do promocji w wystawionym przyświątynnym sklepiku. Czas nas gonił, a chcieliśmy jeszcze koniecznie zobaczyć miasto gdzie zrzucono pierwszą bombę atomową, więc skróciliśmy nas pobyt i przyśpieszając kroku wróciliśmy na prom.

Odsłony: 1296

Phoca - GAE