Copyright 2015 Tomasz Wyrwas. All rights reserved

Kyoto day2

Opublikowano: wtorek, 12 lipiec 2011

IMG_3374

Obudziliśmy się o 5 i chyba tak troszkę za wcześnie. Ja miałem swój obowiązek napisania kilku słów na bloga, a Księżniczka jeszcze dosypiała w międzyczasie. Po 9 kazałem już wstawać, bo jak można spać, gdy Kyoto wzywa. Plan zakładał udanie się do dzielnicy Gion, leżącej na wschód od naszego hostelu.

Po drodze chcieliśmy zobaczyć jak idą pracę w konstruowaniu platform. W Izraelu miałem Ścianę Płaczu, przy której mogłem godzinami kontemplować atmosferę tego miejsca, a w Kyoto są to budowane platformy. Pierwsze z nich zostały już dzisiaj ukończone, i zapewne od jutra będzie można do nich wejść. Dużym wydarzeniem dzisiaj było nakładanie kół (co możecie zobaczyć poniżej) na jeden z pojazdów, i miałem już pierwsze wyzwanie do zrobienia zdjęć, bo konkurencja nie próżnuje.

Wykorzystałem zasięg ramion, który powinien być moim największym atutem na niedzielnym przemarszu. Jestem po prostu od nich wyższy. Według badań centrum rządowego przeciętny 17-letni Japończyk w 1900 roku miał 158 cm, a na początku naszego wieku 170. Dla kobiet wygląda to odpowiednio 147 i 158 cm. Przyczyną jest rezygnacja z mat tatami na rzecz krzeseł. Pomimo tego, że cały tydzień mieszkamy w pokoju z matami, to i tak powinienem zachować przewagę nad milionem Japończyków, którzy pojawią się 17 lipca.

Centrum miasta to świątynia dla wszystkich kochających zakupy, czyli dla połowy społeczeństwa naszej planety. Ja, przedstawiciel tej brzydszej części, należę do tej połowy, która wszystko ma i niczego nie potrzebuje. Już dzisiaj usłyszałem, że spodenki do spania to masz odkąd się znamy. To potwierdza tylko to, że dla niektórych osób, zakupy to obowiązek, a nie przyjemność.

W Japonii hazard jest zakazany, ale sprytny naród potrafił z tego wybrnąć i często spotkać można salony gier Pachinko. Jest to gra hazardowa, polegająca na wprowadzeniu metalowej kuleczki do odpowiedniej dziurki przez wystrzelenie jej z właściwą siłą w kierunku gwoździków zmieniających tor jej ruchu. Japońskie prawo zakazuje organizowania gier hazardowych z nagrodami pieniężnymi, dlatego system wydawania wygranej to złożony proces. Gracz nie może zamienić kuleczek na gotówkę, może jednak pobrać nagrody w postaci papierosów lub alkoholu albo (i tu tkwi haczyk), wymienić je na kupony, które w okienku po drugiej stronie ulicy wymieniane są na gotówkę. Najszybciej odnaleźć salon Pachinko, gdy otwierają się drzwi do tej jaskini hazardu, gdyż w promieniu kilku metrów jest słyszalna niebywale hałaśliwa muzyka, mająca wzmocnić motywację i powodować euforię. My po kilku sekundach musieliśmy wycofać się z salonu, bo tego naprawdę nie można wytrzymać gdy nie uczestniczy się w grze.

Przekraczając rzekę Kamo i wchodząc do dzielnicy Gion, na moście spotkaliśmy rozmodlonego mnicha i dziewczęta poprzebierane w kimona. Jak widać na pozostałych zdjęciach, można bardzo często takie gwiazdeczki zobaczyć. A jakby u nas, tak nawet dla żartu czy z potrzeby zabawy, przebrać się w tradycyjny strój kurpiowski i wyjść na miasto... Raczej rzadko spotykany obrazek.

Nad rzeką zatrzymaliśmy się obserwując grupkę moich kolegów (jak nazywa ich Aga) z „lufami”. Wiadomym jest, że jeżeli sprzęt foto to tylko z Japonii, i często kojarzymy japońskich turystów z mnóstwem aparatów i kamer wideo. Teraz to my godnie reprezentujemy Japończyków, którzy w tym czasie przemieszczają Europę dokumentując odwiedzane miejsca.

Zwiedzanie dzielnicy Gion rozpoczęliśmy od kaplicy Yasaka. Jest to centrum obchodów czekającego nas święta Gion-matsuri. Miejsce warte zobaczenia, a dodatkową atrakcją był festiwal pieśni japońskich. Jako jedyni turyści zainteresowaliśmy się tym wydarzeniem, dołączając do grupki miejscowych kibicującym uczestnikom. Wykonawcy tradycyjnych pieśni japońskich byli w zaawansowanym wieku i bardzo przeżywali swój występ przed 10 osobową publicznością. Wspieraliśmy ich jak mogliśmy.

Zwiedzając świątynię Kodaiji, zakupiliśmy bilet łączony do muzeum i kolejnej świątyni (900 jenów). Jak się później okazało, pomimo naszych najszczerszych chęci dwóch pozostałych atrakcji nie znaleźliśmy. Poczuliśmy się trochę oszukani... Ale wracając do Kodaiji. Świątynie i wszelkiego rodzaju zielsko, nazywane parkami i ogrodami szczerze powiedziawszy mało nas interesują i tak naprawdę zawsze traktujemy to jako miejsca „do odhaczenia”. W Kodaiji bardzo ważne są kamienne ogrody (zdjęcie), gdzie przy pomocy specjalnie uformowanych grabi tworzy się różnorakie wzory. Cała czynność służy medytacji i chwili zadumy nad naszym miejscem we wszechświecie. My widocznie trafiliśmy na przerwę obiadową, bo zastaliśmy usypane dwie kupki kamieni, więc siła rzeczy pomedytować nie mogliśmy. Kończąc naszą płatną wycieczkę trafiliśmy do lasu bambusowego i Księżniczka uroczą fotkę ma…

Ten wielki Budda widoczny na zdjęciach to Ryozen Kannon, kamienny 24-metrowej wysokości pomnik japońskich żołnierzy poległych w czasie II wojny światowej. Za wstęp chcieli 200 jenów, a że wcześniej kupiliśmy bilet i nie pokazali nam wszystkich atrakcji, to strzeliliśmy tylko foto zza bramy i poszliśmy dalej. Spacerując wśród drewnianych budynków z maleńkimi ogródkami czuje się atmosferę starego Kyoto, a liczne sklepy nastawione są na obsługę turystów. Podchodzimy pod pięciodachową Pagodę Yasaka, jedyną pozostałość po buddyjskiej świątyni, która kiedyś stała w tym miejscu. Zamknięte, więc idziemy dalej brukowanymi ulicami, aż dochodzimy do Świątyni Kiyomizu. Okazuje się, że nasze zakupione wcześniej bilety też nie były na tę atrakcję turystyczną, więc kolejne 600 yenów miej do niesienia.

Ponad tysiącletnia budowla jest swoistą instytucją życia Kyoto. Turystów mnóstwo, a Aga za dodatkową opłatą postanawia zadbać o zdrowie i napić się wody ze świętego źródełka. Ja jestem bardziej zainteresowany dokumentowaniem cudownego ozdrowienia towarzyszki i zapominam, o swojej skromnej osobie, która do miejsca zakwaterowania ledwo doszła z powodu obcieranie nowych turboodrzutowych sandałów. Ale jak obuwie nie przetestowane przed wyjazdem to później problem może być.

Filmik z 2 pierwszych dni....

Odsłony: 1406