Copyright 2015 Tomasz Wyrwas. All rights reserved

mumbai

Opublikowano: wtorek, 24 styczeń 2012

IMG_7467Trzeci dzien zmagan z Indianami... Nie bede sie zbytnio rozpisywal, z netem slabo, musielismy isc na turystyczna dzielice na Colabie. Ogolnie upal, wiem ze jest wam ciezko to czytac, bo uwas pewnie cos na minusie, a my tu spoceni chodzimy. Pogoda nie taka zla, porownywalna z naszym latem, wiec da sie zyc. Hotel mamy obok stacji Wiktorii, 5 minut drogi... Pierwszego dnia poszlismy na rekonesans na miasto, wczoraj glowna atrakcja bylo Dharavi ,najwiekse slamsy w Azji, a dzisiaj wlasnie wrocilismy z wyspy Elephanta (godzina drogi statkiem). Zdjecia po przyjezdzie... Moze cos napisze z naszego hotelu, mieli uruchomic internet... Zostajemy w Mumbaju do piatku, pozniej jedziemy na 3 dni do Aurangabad (jakos tak)Bilety kupilismy, ale zostaly tylko w przedziale z Indianami, wiec bedzie wesolo... Po dwoch dniach zarcia w McDonaldsie, dzisiaj juz zjedlismy nasz przydzial jedzenia, tym razem ryz. No tak szwedamy sie po 10 godzin dziennie, umeczeni, wiec nie ma czego zazdroscic :). No, moze tego slonca... Sciskamy mocno...

Slonce ostro swieci, troche sie opalilismy, tak ok 30 stopnii. Mamy juz raczej glowne atrakcje zrobione. Wczoraj bylismy na miejskich pralniach. Za drobna :) oplata mielismy tour z przewodnikiem. Potrafia zarabiac na turystach... Odwiedzilismy rowniez na Chor Bazaar, i tam Ksiezniczka znalazla sklep swojego zycia. Z zewnatrz nie wygladal okazale, ale po wejsciu do srodka okazalo sie ze ma jeszcze 3 pomieszczenia wypelnione od podlogi do sufitu wszelkimi pierdulkami. Masek setki, figurek i pomniejszych pamiatek (wygladaly na starocie) tysiace. Musialem obiecac Adze ze przyjedziemy do Mumbaju dzien wczesniej czyli w czwartek, bo w piatek muzulmanie swietuja i sklep nieczynny. Wiec na pewno w czwartek musimy byc, bo mi ktos glowe urwie...

A ja nie powiem, tez wyczailem cos dla siebie. W zadaszonej hali duzy stragan owocowo-warzywny w starym stylu, wiec troche zdjatek jeszcze porobie. NAjwieksza frajda jest chodzenie zacienionymi bocznymi uliczkami, i podpatrywanie zycia Indian. Bieda straszna, duzo bezdomnych i spiacych na ulicach. Czyli tak na prawde, po to tu przyjechalismy (moja wersja). Tam gdzie rzadko widuja bialego czlowieka prosza o fote, ale i tak bywa roznie.

Na Chopatty Beach, plaża w mieście na ktorej juz wyladowalismy dwukrotnie, spotkac mozna chatki sklecone z cotambylopodreka, miejscowa pani nie byla zadowolona ze pstryknalem jej fotke i rzucila w moich kierunku chyba pomidorem. Z drugiej strony przechodzac obok mechanika samochodowego, musialem na zyczenie pracownikow obfotografowac ich wszystkich z szefem zakladu na koncu. Szef zadowolony z bialego z aparatem ktory uwienczyl go dla potomnosci, chcial mnie poczestowac owocem mango. Unikamy wszelkiego zarcia, ktore nie zostalo przetworzone w wysokiej temperaturze, wiec odmowilem. Poszperal w szafce i musialem przyjac maly soczek, jako dowod wdziecznosci. We wtorek bylismy w swiatyni hinduistycznej. Kiedy ja poszedlem zobaczyc jak wyglada w srodku, Ksiezniczka zaobserwowala dosc nietypowa scenke. W srodku swiatyni staly 2 krowy, zapewne swiete. Kiedy jedna z nich zaczela oddawac mocz, podbiegly Indianki i zaczely tym co wydalila krowka smarowac sobie czola. Taki widocznie maja zwyczaj...

Odsłony: 1541