Copyright 2015 Tomasz Wyrwas. All rights reserved

Corrida w Plaza Mexico

Opublikowano: sobota, 25 styczeń 2014

Będąc w stolicy Meksyku warto odwiedzić największą arenę walk byków. Plaza Mexico pomieści ponad 40 tys. widzów żądnych krwi i to nie tylko zwierząt, ale też ludzi. Sporadycznie odbywają się tutaj również walki bokserskie. Oficjalnie otwarta 5 lutego 1946 roku jest ciągle największą spośród 225 stałych aren w Meksyku. Sezon walk trwa od końca listopada do marca lub kwietnia. Latem corridę można zobaczyć wzdłuż granicy z USA, ale po lekturze książki Eda Vulliamy Ameksyka raczej te tereny bym odradzał.

Z kupnem biletów na 16 Corride Temporada Grande 2013/14 nie było większego problemu. Nie byliśmy zainteresowani ofertą miejscowych koników (trzeba z nimi dyskutować po hiszpańsku) i bilety kupiliśmy w kasie (ten sam problem). Zdaliśmy się na nasz instynkt oraz ulotkę z rozlokowaniem miejsc w sektorach i zapłaciliśmy po 470 peso za bilet. Krótka informacja od pana z kasy, że można robić zdjęcia i poszliśmy dalej. Problem zaczął się przy wejściu, bo ważny pan z krótkofalówką stwierdził, że z aparatem to nie wolno. Pokazał nam bilet i tam faktycznie na samym dole znajdował się czerwony napis NO CAMARAS. Jak się okazało, za drobny TIP można wejść z camaras. No trudno. Bycie turystą kosztuje, więc o 50 peso było lżej w kieszeniach.

Corrida to wydarzenie kulturalne, gdzie spotyka się śmietanka towarzyska, więc najlepszy ciuch trzeba mieć w gotowości, żeby nie czuć dyskomfortu siedząc w t-shircie przy kobiecie ubranej w garsonkę. Na kolejna walkę byków lepiej się przygotujemy...

 

 

 

 

 

Spektakl trwał ponad 3 godziny i 3 matadorów walczyło zgodnie z utartym schematem. Na początku wypuszczano 500kg zwierzę, które z impetem wbiegało na arenę. Asystenci z muletami jako pierwsi sprawdzają zachowanie byka - jak biega i w którą stronę atakuje rogami. Później pojawiają się na krótko pikadorzy, którzy wbijają lance w kark byka. Następnie asystenci wbijają trzy pary banderillas (małe piki z chorągiewką), które mają zaznaczyć tzw. „krzyż” – miejsce, gdzie torreador zada śmiertelny cios.

Ostatni akt to La Hora de la Verdad (chwila prawdy). Torreador ma 16 minut aby rozprawić się ze zwierzęciem lub zejść z areny w niesławie. Czaruje byka jedwabną muletą, przy gromkich okrzykach widowni OLE, podchodząc coraz bliżej rogów. Gdy byk już jest tak słaby, że opada mu łeb, zatapia szpadę (espada) między łopatki zwierzęcia. Jeżeli śmierć nie przyjdzie od razu, pomocnik wykonuje coup de grace (cios łaski) większym sztyletem.

Miłośnicy zwierząt raczej nie będą zachwyceni show, ale my jakoś daliśmy rade. Bardzo mili państwo, którzy siedzieli obok nas tłumaczyli nam niektóre zachowania stadionu oraz głównych aktorów widowiska. Tylko jeden byk uniknął śmierci na arenie, ponieważ uderzył w barierkę z takim impetem, ze złamał róg i zgodnie z zasadami (a podobno są takie) musiał zostać zmieniony. Szczęściarz.

Jedna z walk była na tyle imponująca, ze ludzie z zachwytu zaczęli machać białymi chusteczkami i w nagrodę torreador dostał uszy pokonanego byka, które pokazywał publiczności w geście triumfu ciesząc się przy tym jak dziecko. Pewnie został królem walk (na koniec zniesiono go na ramionach z areny). Nie był to największy wyczyn, gdyż można jeszcze otrzymać dodatkowo ogon, a czasami kopyto.

Według Ernesta Hemingwaya, są dwa rodzaje widzów korridy: jedni identyfikują się z bykiem, drudzy z torreadorem. Ja raczej widzę dla siebie trzecią drogę i mam do walk byków stosunek ambiwalentny.

 

 

 

 

 

 Rodolfo Rodríguez "El Pana" 62 lata. Jedna z największych gwiazd corridy. Podobno był to jego ostatni występ.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dla tych, którzy dotrwali do końca, kilka ruchomych obrazków...

 

{jcomments on}

Odsłony: 1300