Copyright 2015 Tomasz Wyrwas. All rights reserved

Marrakesh day1

Opublikowano: niedziela, 15 lipiec 2012

IMG_9563

Pierwszy dzień za nami. Przyjechaliśmy do Marrakeszu po 4 godzinach jazdy pociągiem. Dworce bardzo czyste i naprawdę mogą się nimi pochwalić. W Marrakeszu Aga zorientowała się w informacji ile kosztuje taxi do naszego Ryadu - max 16 DRM. Pod dworcem taksiarze mieli inne zdanie - 60 :). Znalazł się jeden, który podrzucił nas za całkowitą cenę 20. Podwiózł nas pod starówkę (medinę) i resztę mieliśmy iść 10 min do naszego miejsca przeznaczenia. Wąskie uliczki i brak oznaczeń sprawił, że się zgubiliśmy.

W między czasie, jakiś Arab, zaczął krzyczeć na Agę i zupełnie nie wiedzieliśmy o co chodzi, bo nawet jeszcze nic nie zdążyła zrobić. Reszta miejscowych obserwująca furiata postawiła się za nami i mogliśmy kontynuować naszą wędrówkę. Może jakiś miejscowy współpracownik Al-Kaidy? Gadał po arabsku, więc trudno było zrozumieć. Może krzyczał Maroko dla Marokańczyków? Z językiem na razie jakoś idzie, po francusku gadają.... po co ludziom ten język? Ale wracając do poszukiwania hotelu.
Zaopiekował się nami nastolatek, który ostatecznie po pół godzinnym kluczeniu znalazł nasz Ryad. Jak się domyślacie, nie zrobił tego bezinteresownie. Na początku dostał 50 DRM, później dziewczyny zamotały i dały mu 10 Euro, odebraliśmy i to i ostatecznie nie mając drobnych dałem mu pierwotne pieniądze. Okazało się, że to było za mało według jego mniemania, chciał dwa razy więcej!!!! No skandal.
Ogólnie z fotkami to lipa, ludzie w większości mało przyjaźni, no zobaczymy, może taki pierwsze odczucia.... Już człowiek zatęsknił za Azją.. Śniadanie czeka, więc może później coś jeszcze napiszę....
Ryad dość fajny, mamy pokój na samej górze. Po drobnym rozpakowaniu i szybkim prysznicu w końcu można było zakosztować odrobiny snu. Sjesta skończyła się o 16, bo trzeba było coś zobaczyć w tym Marakeshu. Poszliśmy na żywioł, kończąc na słynnym placu Jemaa El fna.
Mnie rozzłościł miejscowy posiadacz małp, bo bez mojego pozwolenia chciał mi wpakować małpę na grzbiet. Niby wyciągnięta rąsia do przywitania, a małpa już się po mnie wspina. Ogólnie z małpami to po Indiach niemiłe wspomnienia, więc unikam tym zwierząt. A jeszcze będzie kasę za to chciał wyciągnąć....
Na placu spędziliśmy trochę czasu, bo przecież to atrakcja UNESCO. Najlepsze fotki można zrobić z tarasu (konsumpcja obowiązkowa), więc zachód słońca tam właśnie dane nam było oglądać. Wróciliśmy dość późno, udało nam się nawet nie zabłądzić, i po 24 poszliśmy spać.
Dzisiaj zwiedzanie miasta, wieczorem plac i najważniejsze to załatwienie wycieczki na Saharę.

Odsłony: 1123