Własnie wylądowaliśmy w hotelu. Odebrali nas o 7 rano i jesteśmy w drodze na największe wydmy na Saharze w Maroku. Miało być max. 12 osób, a busa mamy na 17, więc jedziemy cali załadowani.
Ruszyliśmy w miasto w najgorszej porze dnia, po 11 kiedy słonce już ochoczo przemieszczało się po horyzoncie. Upał ponad 40 stopni, aparaty rozgrzane i nie można dotknąć obudowy.
Pierwszy dzień za nami. Przyjechaliśmy do Marrakeszu po 4 godzinach jazdy pociągiem. Dworce bardzo czyste i naprawdę mogą się nimi pochwalić.
Dzisiaj z rana poszedłem znów nad Tank. Tym razem samotnie.
Wieczorkiem, po przyjeździe z Trimbaku, tradycyjnie udaliśmy się w kierunku Tanku i poszwędać się uliczkami starej części miasta.
No to po zakupach... Aga cała szczęśliwa, a ja wiernie asystowałem i dałem jej się wyszaleć.
Indie zaskakują i tak na prawdę można spodziewać się wszystkiego i co najważniejsze, trzeba być na to przygotowanym.
Barwne stroje, głośna muzyka, dumni rodzice i 8 letni chłopak, który oficjalnie staje się częścią społeczności, która odtąd będzie dzielić się z nim swoimi obowiązkami.