Copyright 2015 Tomasz Wyrwas. All rights reserved

Jerozolima 2018 cz3

Opublikowano: wtorek, 23 styczeń 2018

Jak człowiek kładzie się o 20 to później wstaje o 3 i zasnąć nie może. Do tego złapało mnie przeziębienie i zużyłem już prawie wszystkie chusteczki. Ale daliśmy radę...

Pobudka o 6.30 i godzinę później już byliśmy po śniadaniu. Umówieni byliśmy o 8.30 w Jerusalem hotel, który znajduje się 10 min drogi od naszego Ritza. Na wyprawę ruszyliśmy z Green Olive Tour razem z Kanadyjką i dwiema Niemkami. Miłe dziewczyny trochę po 20, więc tak  jak ostatnio byliśmy seniorami wyjazdu. Co zrobić...

Do checkpointu podwiózł nas żydowski kierowca i musieliśmy przejść sami przez kontrolę. Nikt się nami nie interesował i przepuścili bocznymi bramkami nawet nie prosząc o paszporty. Po drugiej stronie odebrał nas Mohammed, szczupły muzułmanin trochę starszy od nas. Przyjechał po nas swoim samochodem, bo dzisiaj w całej Autonomii był strajk z powodu wizyty wiceprezydenta USA i miał jakieś trudności z załatwieniem busa dla nas. Ja wsiadłem do przodu, dziewczyny zmieściły się z tyłu i pojechaliśmy do obozu dla uchodźców. Przedstawiciel miejscowej organizacji poopowiadał jak się żyje w obozie i puścił film jak to przez sztukę młodzież palestyńska wychodzi z beznadziei zastanej rzeczywistości. Nuda. Pochodziliśmy po obozie i spacerkiem przeszliśmy, wzdłuż muru odgradzającego Izrael i Palestynę, do hotelu Banksego. W sumie to najbardziej chciałem zobaczyć, bo to nowa rzecz, której 7 lat temu nie było. Na dole trochę prac Banksego i podobno 2 pokoje są jeszcze przez niego zaprojektowane. Spytałem się, czy można je zwiedzić, ale bogacze byli zameldowani, więc zdjęć nie będzie. Pokoje ponad 200 dolarów za noc. No chyba że ktoś weźmie Prezydencki. To 965 dolarów.

Zapakowaliśmy się już w taxi i ruszyliśmy pod Bazylikę w Bethlejem. Ludzi pełno, w szczególności Rosjan i kolejka do zejścia do żłóbka jezusowego. My to już widzieliśmy, więc sobie odpuściliśmy, bo co nowego mogą zrobić, a luda pełno? Spacer po Starym Mieście był bardzo miły, bo nie było żadnych straganów, bo jak już wspominałem strajkowali. Nie wiem komu więcej krzywdy zrobią, ale nie mój problem, nie trzeba było przynajmniej odpowiadać na zaczepki sprzedawców.

Mieliśmy zjeść na mieście, ale (patrz jak wyżej) zostaliśmy zaproszeni do Mohameda domu. Żona w ciąży z 3 chłopakiem ugotowała nam smaczne jedzonko, zapiekany ryż i do tego sałatka. Raczej smaczne, bo węchu nie mam, a kubeczki smakowe też słabo pracują.

Ostatnim punktem programu był Monastyr Mar Saba z 5 wieku n.e. Wszystko to wydrążone w skale na wzgórzu z widokiem na pustynię judzką. Obecnie zamieszkuje go 20 mnichów, którzy nie wpuszczają dziewczynek, więc pewnie dlatego obejrzeliśmy klasztor z zewnątrz.

Wróciliśmy do Jerozolimy, a że było jeszcze jasno, ruszyliśmy na Stare Miasto. Ściana Płaczu już czynna, bo opróżniono dzisiaj cały plac na 4 godziny, żeby Mike Pence mógł się pomodlić przez 10 minut. Wczoraj widziałem na kamerce internetowej, ze stawiają namioty, a dzisiaj już demontują. Nie miałem nawet weny na jakieś pstrykanie, więc zawinęliśmy się do hotelu, po drodze odprowadzając sympatyczną parę z Polski, która jechała do Bethlejem na nocleg. Młodzi są, dadzą sobie radę – stwierdziliśmy. Nam już co raz trudniej wszystko przychodzi. Co raz bardziej jesteśmy wygodni.

Jutro na miejscu, pogoda ma być lepsza. Mam nadzieję, że zdrowie też.  Księżniczka namierzyła jakiś sklep. Daje mi czas pod Ścianą Płaczu, więc dam jej czas na zakupy..... Szalom

Odsłony: 128